Uwaga! Jeszcze można dołaczyć do środowych i czwartkowych psychodietetycznych grupek wsparcia we Wrocławiu. Również tam będziemy poruszać poniższy temat: Dołącz > klik

 

Jedzenie intuicyjne

 

Trzy lata temu na grupie Sprawy Dużej Wagi, kiedy była tam jeszcze garstka kobiet, napisałam pierwszy raz o jedzeniu intuicyjnym. Zatrzymałam się nad tym postem niedawno, zaskoczona nieco i  postanowiłam już nie czekać z tematem.  Będę dzielić  się tą ideą nie tylko na sesjach, ale także tutaj – na strefie wiedzy :).
 
Chcę najpierw opowiedzieć o sobie. Pierwszy raz z tą koncepcją spotkałam się dobre kilka lat temu i mnie nieco skonsternowała. Zaprzeczała większości „prawd”, w które wtedy wierzyłam. Kupiłam na allegro książeczkę Suzie Orbah (psychoterapeutki zajmującej się m.in. kłopotami z jedzeniem księżnej Diany), która chyba do dziś nie jest przetłumaczona na język polski. Wtedy znajdowałam się na etapie silnej kontroli tego, co jem – pod kątem zdrowotnym, ale i kalorycznym i czując, że coś jest nie tak szukałam drogi wyjścia.  Czytałam wszytko, co tyczy się jedzenia i problemów z nim. Właśnie w tej cienkie publikacji pierwszy raz przeczytałam, że mogę jeść wszystko, pod warunkiem, że naprawdę będę tego chciała. A przede wszystkim będzie chciało tego moje ciało.  Jeśli nauczę się go słuchać, to wszystko wróci do normy. Nie chcę tu pisać, że samo przeczytanie książki pomogło i odzyskałam spokój, bo po drodze musiałam się nieźle napracować, ale jestem przekonana, że ta idea nawet tylko częściowo wdrożona w życie, może bardzo pomóc. Wiem, że dziewczyny po zaburzeniach odżywiania, cenią sobie to podejście, opisując je jako uwalniające

 

Zaprzeczenie „prawd” zakorzenionych w „kulturze odchudzania”

 

Wyobraź sobie, że znikają wszelkie zakazy i nakazy pod względem jedzeniowym, a Twoje ciało staje się czułe na to, czego Ci potrzeba. Nie musisz specjalnie o tym myśleć, tylko czekasz na podpowiedzi. Znika lęk i niepokój dotyczący wagi, i tego, że zaraz przytyjesz. Brzmi zbyt cudownie? Pomyśl chwilę – przecież my mamy wbudowany taki mechanizm – „czujnik” (jest nim min. apetyt, sygnały głodu i sytości). Kiedy zaczęła rozwijać się dietetyka/nauka o żywieniu zaczęliśmy tak bardzo słuchać specjalistów, że straciliśmy zaufanie do siebie samych.  Szkoda tylko, że eksperci/specjaliści/profesorzy i doktorzy nie są jednomyślni. Niestety wciąż trwają dyskusje, co jest dobre, a co złe, co powinniśmy jeść, a czego nie. Dieta wyskokotłuszczowa (Atkins), czy może białkowa (Dukan)? Porzucenie węglowodanów czy może właśnie nie. Paleo czy weganizm? Masło czy oliva i cała masa innych pytań, na które odpowiedzi i tak się co jakiś czas się zmieniają (jak np. kwestia jajek czy zdrowotnych własciwości oleju kokosowego). Można się nieźle pogubić. A przecież natura dała nam wewnętrzny kompas… Czy nasi pradziadkowie obczytywali sie mądrymi książkami o odżywianiu? Nie, oni po prostu jedli i nierzadko cieszyli się, że mają co jeść. Czy otyłość, zaburzenia odżywiania i problemy zdrowotne u młodych ludzi nie były wtedy rzadsze?

Czekolada, której naprawdę chcesz, czy fit zamiennik?

 

Pozwolenie sobie na jedzenie, jakiego chcemy, zaprzestanie niezdrowej kontroli, wyrzucenie z głowy listy jedzenia zakazanego, cieszenie się z dobrego jedzenia – z miłością, uważnością i umiarem w tle – to w dużym skrócie idea jedzenia intuicyjnego. Nie odmawij sobie sernika czy pierogów babci (jeśli to o nich śnisz po nocach :)) na korzyść czegoś „fit”. Ta ochota prawdopodobnie nie minie, a przekształci się w jakąś większą siłę, która popchnie Cię do niezdrowych zachowań (czytaj: napadu na lodówkę – gdzie pochłoniesz niczym trąba powietrzna znacznie więcej kalorii niż miałby ten sernik.

 

Ale… czy na pewno nie przytyję?

 

Może pomyślisz: no tak, ale jak zacznę jeść to, co chcę, to przytyję. Więc jak to? Mam przestać się kontrolować. Jeśli masz kłopoty z napadowym, kompulsywnym objadaniem się – to tak, to właśnie Ci proponuję 🙂 i choć może zdarzyć się, że na początku faktycznie Twoje wybory będą przypominać hasło: „hulaj dusza, piekła nie ma”, to w końcu zaczniesz mieć prawdziwą ochotę na prawdziwe jedzenie.  Istotne byś pamiętała, że chodzi w tym o to, by się najeść, a nie objeść. Aby zaspokoić tą ochotę/apetyt i przestać z uczuciem satysfakcji (nie wyrzutami). Jeśli z Twojej głowy znikną wszystkie zakazy i napięcia wokół jedzenia, nie będzie tej nerwowości, gdy zdecydujesz się zjeść coś czego „nie możesz”. To konkretne coś zostanie odbarczone z roli tzw „wyzwalacza” i wszystkich innych ról (jak „pocieszyciela”, „rozluźniacza”, „nagradzacza” itp itd.) Jedzenie znów będzie tylko jedzeniem, nie wrogiem. Przestaniesz myśleć o odżywianiu się jako o „walce”. Jeśli czujesz, że potrzebujesz wrócić do zdrowia i równoWAGI zaufaj ciału, a szybciej niż myślisz zacznie domagać się warzyw i nieprzetworzonego jedzenia, bo odzysakasz ich smak.

Potrzebny jest czas. IE to proces

 

Nauka jedzenia intuicyjnego (intuitive eating, w skrócie IE) to długi proces. Można podzielić go na fazy: (faza porzucania obsesji, faza miesiąca miodowego – gdzie próbujesz i eksperymentujesz, faza trzecia czyli tzw. łagodne odżywianie –  celowo nie nazwane zdrowym aby nieetykietkować jedzenia na dobre i złe.) Możesz praktykować  je pod moim okiem na sesjach online, w gabinecie lub podczas triad . Wpisy na temat jedzenia intuicyjnego będa się tutaj pojawialy. Daj znać w komentarzu co sądzisz o tej idei? Skrótowy opis idei jedzenia intuicyjnego opisałam w punktach w workbooku „Pozytywne odchudzanie”. Do nabycia tu: klik