Dziś jestem wzburzona, smutna i zła

Ten tekst powstał na bazie jednego z „Listów Dużej Wagi” czyli mojego newslettera. Mówi o bodyshamingu, stygmatyzacji osób otyłych, na końcu wspominam o moim kursie on line „Wokół Jedzenia” 🙂

Jeśli przyciągnął Cię tu tytuł wpisu to dobrze, bo to ważny tekst! W branży zajmującej się m.in. prewencją otyłości pracuję od 2014 roku, sporo wiem, ale dziś coś do mnie dotarło. Co? To, że jest więcej nieporozumień wokół otyłości i jej prewencji niż chciałam widzieć. Uświadomiłam sobie, że otyli to grupa chyba najbardziej dyskryminowana… w sposób jawny, tak bez krempacji, bo pod płaszczykiem troski, moralnego obowiązku. Być może kojarzysz medialną burzę sprzed kilku tygodni dotyczącą niefortunnego filmiku Ewy Chodakowskiej, mówiącej o tym, by reagować, komentować, gdy widzimy, że ktoś się truje, robi sobie krzywdę (np. kupując hot dogi). Po słowach uznania dla trenerki na szczęście poleciała też fala mądrych, odważnych postów o body i fatshamingu, pokazująca raz jeszcze sprzeciw wobec negatywnych kampanii profilaktycznych (odnoszę się do kampani żyj/żryj, pisałam o niej tu>klik). Poleciało sławetne (w kręgach body positiv) „fuck off” do Ewy.

„Coś drgnęło” – myślę… widać horyzont zmian

Ale teraz sama nie wiem… Może to tylko moja naiwność. Niedawno na instagramie profili (q_ciałoakceptacji) umieścił informacje, że jeden z „kołczów”, którego dewizą jest „chamsko, bezpośrednio, wulgarnie” ma na swoim fanpage’u filmik szydzący z grubych „Grażyn” (prześmiewa, że ich tusza to na pewno tarczyca albo kilogramy po porodzie – który był 10 lat temu…). Było o smrodzie, o lenistwie, zaniedbaniu… Wiesz jak dużo kobiet napisało mu „brawo, dobrze mówisz, jesteś świetny, 100% prawdy?”. Ruszyło mnie to, ten brak refleksji nad tym, co te słowa  mogą zrobić osobom, które od lat walczą o szczuplejsze ciało, które i tak wystarczająco mocno nie akceptują siebie i nad tym pracują… Chcąc coś zrobić z otyłością, zróbmy coś z dyskryminacją osób otyłych i z stygmatyzacją jej.

W swoim gabinecie wysłuchałam już wiele historii ludzi mierzących się ze swoją nadwagą i otyłością. I mam nieco inną o nich opinię. Niejednokrotnie mają ogromną siłę woli i motywację – bo jak zdeterminowanym trzeba być, by powtarzać po raz n-ty dietę kopenhaską (800kcal przez 13 dni), post dąbrowskiej, albo przez miesiąc jeść po 500 kcal wspomagając się kropelkami niwelującymi uczucie głowdu?  To wymaga naprawdę sporej siły psychicznej. To, że ta siła się wyczerpuje? Pewnie! Że to nie może się udać? Jasne! Że to tkwienie w schemacie, nieskuteczne, niezdrowe, nieefektywne sposoby…tak, ale to już inna historia. Tu jest też moja rola. Otyłość po długich dyskusjach zaklasyfikowano jako chorobę. Otyłość ma podłoże w przekarmianiu i braku aktywności fizycznej. Tak! Ma też podłoże genetyczne, biologiczne, farmakologiczne, środowiskowe, psychologiczne, a nawet mówi sie o aspekcie ewolucyjnym. Czyli mówiąc prościej – to złożony i naprawdę wieloaspektowy problem. Jest wynikiem np. maskowania innych problemów nadmiernym jedzeniem, depresji, zaburzeń odżywiania, obrzęku tłuszczowego (który ma niewiele wspólnego z obżeraniem się a w jego wyniku dolne kończyny są bardzo obciażone tłuszczem), stanem naszej flory bakteryjnej… Dlaczego zakładamy, że ktoś kto kto nosi rozmiar XXL, nic sobie ze swojej wagi nie robi, nie wie jak wygląda, i z tego powodu trzeba mu to wytkąć, choc go w ogóle nie znamy? Co z ludźmi, którzy naprawdę się starają, nie objadają się, ale w wyniku chorób (brania leków hormonalnych, sterydowych) nie radzą sobie z powiększająca lub trudno zmniejszająca się masą ciała. Nie wiesz na kogo trafisz, gdy zechcesz zbawiać świat od otyłości czując imperatyw moralny.

„Otyłość i depresja to dwie siostry bliźniaczki. Depresja różnie przebiega u różnych osób. Niektórzy są w stanie długo funkcjonować, inni od czasu do czasu, a jeszcze inni wcale. I ci mają najwięcej szczęścia, bo u nich najszybciej podejmuje się leczenie. A jeśli ktoś jest tylko smutny albo tyje, to otoczenie nie bardzo jest w stanie rozgryźć, co jest nie tak. Uważa, że człowiek jest gruby, bo lubi żreć i pić, a jest smutny, bo może ma jakieś problemy, ale jakby się „wziął za siebie”, toby się wszystko wyprostowało. Tyle że w depresji nie można się wziąć za siebie.”  Olaf Lubaszenko (dziś o 60 kilogramów szczuplejszy od czasów, gdy to powiedział.

Chcesz coś zrobić? Nie mów „weź się za siebie”…

Dlaczego mamy dawać sobie prawo by mowić  osobom, o których niewiele wiemy „żryj inaczej”, jesteś samobójcą… Jeśli faktycznie chcesz pomóc otyłym poczytaj lub posłuchaj np. tu o konsekwencjach stygmatyzowania otyłości.  Albo znacznie krócej> tutaj. Znasz otyłą osobę, która pewnego dnia wpadła na pomysł  stania się „grubasem”?” Na zasadzie: „A co by tu zrobić?… Wiem! Będę otyły i jeszcze swoim wyglądem będę otyłość promować i wkurzać szczupłych ludzi. Niech oni płacą za leczenie moich chorób (których nabawię się „na własne życzenie”)? Bo ja nie znam. Duża masa ciała to problem, ba, sprawa dużej wagi 😉 Wiem, że trzeba działać, coś z tyjącym społeczeństwem zrobić. Pytanie jak to robić? Jak motywować i jak edukować, skoro to, co  robimy do tej pory nie zdaje egzaminu, a często krzywdzi i daje odwrotny efekt? Według mnie promowaniem łagodności, szacunku i miłości do swoich ciał. Edukując, nie strasząc. Mówieniem głośno, tego co dla wielu niewygodne (że diety, proszki, szejki, tabletki, są bez sensu, nie działają, szkodzą). Fuck the diet! Diety to najistotniejszy czynnik podnoszący ryzyko otyłości! Podstawą do zmiany nie może być obrzydzenie, niechęć czy nienawiść do siebie, poczucie bycia chodzącą tłustą porażką. Wstyd w większości tylko napędza objadanie się.  Jedno z badań wykazało, że po filmiku mówiącym o zagrożeniach otyłości, w klimacie „zatrważającym” zbadano ilość zjadanego jedzenia w porze posiłku. Osoby z wagą w normie nawet ograniczyły podaż kalorii (w stosunku do tego ile zazwyczaj zjadają). Ciekawe, jednak, że osoby, które zmagały się z kilogramami często reagowały na ten filmik zwiększoną konsumpcją. Wzmocnił prawdopodobnie strach i lęk, a strategia jaka znają by sobie z nim radzić to jedzenie. Kojarzysz dialog z Małego Księcia? Zmienię w nim czaswonik „pić” na „jeść”

„- Dlaczego jesz? – Aby zapomnieć – O czym zapomnieć? – Aby zapomnieć, że się wstydzę – Czego się wstydzisz? – Wstydzę się, że jem”.

Nie chcę zbawiać świata od otyłości

Chcę pomóc konkretnym, żywym osobom, które zgłaszaja się do mnie po pomoc. Chcę by ta pomoc była adekwatna, dobra, rzeczywista. Dlatego dziś jeszcze bardziej się cieszę, i jestem dumna, że wreszcie wypuszczam ten KURS ONLINE!

Jeśli czujesz to co piszę, podoba Ci się to co robię, jeśli chcesz mojego wsparcia i jednocześnie wesprzeć moje projekty – zakup kursu będzie najlepszym sposobem by mi o tym dać znać! Dawno temu obiecałam osobom z listy oczekujących, że jego cena nie przekroczy ceny jednej konsultacji… wiem – oszalałam, ale zależy mi na tym, żeby jak najwięcej kobiet przekonało się, że można znaleźć jakąś drogę w tym szaleństwie, „złoty środek”, że można jeść, cieszyć się jedzeniem i przede wszystkim skończyc z dietami i nie tyć.

Dowiesz się na kursie m.in. o tym:
👉dlaczego polecam Ci porzucić diety,
👉jakimi „zasadami” dobrze się kierować (klucze, będące w zgodzie z zasadami jedzenia intuicyjnego),
👉jak jeść mniej na podstawie szalonych eksperymentów i badań związanych z odżywianiem (badania dr Tracy Mann, i Briana Wansinka)
👉jak praktykować uważność, która jest narzędziem do zmiany…wszystkiego, także do poprawy naszej relacji z jedzeniem. (Np. poznasz 7 rodzajów głodu)

To coś dla mnie! Chcę wziąć udział!