Badania mówią o tym, że Polacy jedzą fatalnie. 76 proc. polskich dzieci nie ma w codziennej diecie warzyw, a 65 proc. nawet owoców. Zamiast tego 30 proc. z nich pije słodkie napoje co najmniej cztery razy w tygodniu i niemal tyle samo z podobną częstotliwością je słodycze*. W efekcie ok. 30 proc. ma nadwagę lub otyłość. Pojawiają się problemy, jakie do niedawna nie były częste u dzieci (jak np. problemy z ciśnieniem).

To smutne i nieco zaskakujące dane, bo przecież jako rodzice chyba wszyscy deklarujemy, że dla dzieci chcemy jak najlepiej. Czasem wolimy wierzyć, że nie jest tak źle – pokazują to badania na podstawie ankiet, które najpierw wypełniali rodzice, a potem ich dzieci. Wcale nie tak rzadko rodzice wpisywali, że słodycze są dozwolone 1-2 razy w tygodniu, a ich dzieci wskazywały, że są one dostępne dla nich codziennie, bez ograniczeń. Nadwaga i stan zdrowia dzieci jest odpowiedzialnością ich rodziców, bo to oni mają na nich największy wpływ.

Co więc powinni zrobić? Szukać informacji, wsparcia – uczyć się od ludzi, którzy mają praktyczną wiedzę, którzy budują autorytet bez moralizowania, zawstydzania czy wzbudzania poczucia winy. Specjaliści zajmujący się tematem nadwagi i zdrowia powinni natomiast dalej edukować Polaków – w sposób przystępny, klarowny, uwzględniający nie tylko dietetykę ale i psychodietetykę, psychologię odżywiania. 

Przeciętny człowiek gubi się w natłoku informacji, nie czyta etykiet, a możnaby temat nieco uprościć. W niektórych krajach Unii Europejskiej stosowane są inne od naszych programy ułatwiające uzyskanie wiedzy o produkcie. Jest to np. znakowanie tzw. światłami ulicznymi (ang. Traffic Lights). Założeniem programu jest etykieta oparta o kolorystykę ulicznej sygnalizacji świetlnej, którą umieszcza się na przedniej stronie opakowania. Na etykiecie przy użyciu kolorów wskazany jest poziom zawartości tłuszczów, w tym nasyconych, cukru i soli w produkcie. Kolor zielony wskazuje na niski (low) poziom składnika, kolor żółty (bursztynowy) – na średni (medium) poziom składnika, natomiast kolor czerwony – na wysoki (high) poziom danego składnika. Podobny system znakowania połączony z systemem GDA miał obowiązywać w krajach Unii Europejskiej i dotyczyć zawartości cukru, soli i tłuszczów. Jednak Parlament Europejski odrzucił ten projekt, uznając go za zbyt uproszczony. Być może jest on zbyt prosty, ale wiem, że wiele rodziców nie bardzo wie, jak czytać takie etykiety, więc ich nie czyta, a sugeruje się opakowaniem. Te, jak się domyślacie, potrafią bardzo mylić i udawać zdrowe jak np. źródlana woda smakowa z cukrem o nazwie Waterrr, która ma się kojarzyć z zdrową wodą mineralną. 

Jakość ogólnodostępnych produktów jest kiepska. Pamiętam taki branżowy żart: Jeśli w supermarkecie jest półka ze zdrową żywnością, to jak nazwać pozostałą żywność? W osiedlowych sklepikach rzadko uświadczymy przyzwoitego wyboru świeżych warzyw i owoców. W popularnych supermarketach jest z tym lepiej ale niskie ceny produktów wysokoprzetworzonych często wpływają na to, co ostatecznie ląduje w koszyku. Skomponowanie zdrowego menu nie musi być drogie, ale wymaga zmian i inwencji. 

Problemem bywa też kwestia preferencji samych dzieci. Tego i ja doświadczam na co dzień :). Trudno przewidzieć, czy zdrowa przekąska zostanie przyjęta z entuzjazmem, czy też spotka się ze stanowczą odmową. Jako mama złapałam się na tym, że obniżyłam jakość odżywiania, kiedy córka weszła w etap większej samodzielności i decyzyjności. Wiele rodziców woli dać coś niezdrowego i czuć spokój, że dziecko nie będzie głodne, niż przekonywać do zdrowszej opcji (zazwyczaj i tak nieskutecznie). Zaczyna się od drobnych ustępstw. A potem okazuje się, że czekoladowe kuleczki zbożowe na śniadanie, a parówki na kolacje stają się nową normą… Dość szybko może zdarzyć się, że odporność dziecka spadnie, a miesiąc bez L- 4 staje się rzadkością. Dobrze jeśli połączymy te fakty. W takiej sytuacji potrzebna jest cierpliwość, wiedza, zestaw trików 🙂 i dobre wsparcie. W przypadku zagubienia w kwestiach odżywiania dzieci, w momencie, gdy pojawiają się pytania, dobrze trafić do kogoś kto będzie towarzyszył w nowych działaniach, kto pokaże i  (bazując także na swoim przykładzie), przekona, jak bardzo te zmiany się opłacają.

Podczas własnych poszukiwań w urozmaicaniu i wzbogacaniu diety córki trafiłam na Marysię Pabich z „Jak zdrowo żyć”. Poznałam historię jej rodziny, z której dowiedziałam się, jak pracowała nad poprawą diety jej córeczki Hani i jakie to dało efekty. Kiedy więc stworzyła kurs online „Wzmocnij odporność swojego dziecka” kupiłam go bez dłuższego zastanawiania się. Kurs oceniam bardzo pozytywnie. Nie ma przeładowania niepotrzebną wiedzą. Marysia skutecznie zachęca do podjęcia małych kroków i pokazuje jak zacząć. Nie mówi tylko o jedzeniu, ale też o tym, jak zachęcić dziecko do nowych smaków, warzyw i jak przekonać rodzinę, by przestała przynosić słodycze. Znalazłam tam wiele praktycznych rad – i co ważne świetne opcje na zdrowe potrawy, które dzieci (i dorośli) z dużym prawdopodobieństwem zaakceptują. Moja córka od dłuższego czasu unikała kaszy jaglanej, a gdy skorzystałam z rad Marysi zjada ją ze smakiem. Zblendowałam z odrobiną kakao i miodu i mamy smaczny „budyń czekoladowy” w menu. 

Rozmawiałam ostatanio z Marysią i mam dla Was niespodziankę. Na hasło „EveryBody” możecie zakupić kurs w niższej cenie czyli za 99 zł (zamiast 149zł). Według mnie to świetna opcja, tym bardziej, że w razie gdyby kurs nie spełnił waszych oczekiwań – gwarantuje ona zwrot pieniędzy. Zapoznaj się z ofertą tego kursu, i użyj mojego kodu, dzięki któremu zaoszczędzisz aż 50 zł!. Kliknij w obrazek poniżej a potem przy końcu zakupów wpisz kod „EveryBody”.

 

* Dane pochodzą z konferencji organizowanej przez Instytut Matki i Dziecka „Czy to już epidemia otyłości w Polsce?” w czerwcu 2018 roku.