Mądrość ciała

Jednym z najciekawszych – według mnie – eksperymentów dietetycznych było badanie dotyczące samoregulacji dzieci. Przeprowadziła je dr Clare Davis w 1928 roku.  Przez 6 lat obserwowała pod kątem żywienia wychowanków specjalnego przedszkola (było to miejsce zorganizowane specjalnie do celów tego eksperymentu.) Uczestnikami obserwacji jedzeniowych były dzieci od 6 do 18 miesięcy. Dzieci miały dostępny zróżnicowany pokarm jednak za wybory tego co jedzą odpowiadały same.

Zastanawiasz się kto oddałby swoje dzieci do takiego eksperymentu? Dziś przecież kwestia jedzenia dzieci to gorący temat wśród rodziców. Matki tych dzieci były samotne i w kiepskiej sytuacji ekonomicznej, część z nich stanowiły nastolatki. Nie były w stanie zaspokoić potrzeb swych dzieci, odpowiednio je karmić. Większość dzieci na starcie eksperymentu miała anemię, niedobór masy ciała, krzywicę i inne zaburzenia towarzyszące niedożywieniu. Z tej perspektywy to była naprawdę dobra opcja dla dzieci i dla ich matek. Podejrzewam, że prowadząca musiała mocno wierzyć, ze eksperyment nie przyniesie szkód… musiała wierzyć w mądrość naszych ciał.

Przebieg eksperymentu

Przez 6 lat zapisywano każdy kawałek zjedzonego przez dziecko pokarmu, co w sumie dało 38 tysięcy notatek w „Dzienniku Żywienia”. Pokarm proponowano dzieciom, lecz nigdy i w żaden sposób go nie wmuszano. Jedzenie było kładzione w różnych miejscach dostrzegalnych dla dzieci.

  • Salowe opiekujące się niemowlętami, które jeszcze nie mogły podejść do jedzenia podawały lecz nienarzucały jedzenia. Podawano je im na łyżce tylko do momentu zainteresowania dziecka jedzeniem, jeśli dziecko nie było zaiteresowane jedzeniem – łyżkę dość szybko zabierano.
  • Dzieci, które umiały chodzić samodzielnie, mogły wybrać dowolny dostępny rodzaj pożywienia, połączyć go według tego jak chciały. Jedzenie było niepomieszane, m.in dlatego żeby widzieć jaki rodzaj produktu wybrało dla siebie dziecko. W diecie eksperymentalnej występowały całe ziarna a nie było chleba. Pokarm nie był dosalany, sól stała w osobnej miseczce jak każdy inny produkt.

Wśród jedzenia były warzywa i owoce, kilka rodzajów mięsa i podrobów (np. watróbka), pełnoziarniste płatki, kasze, mleko i produkty z kwaśnego mleka, ryż, jajka. Zazwyczaj możliwość wyboru w ciągu dnia to było 10-12 pokarmów.

Pierwszym odkryciem podczas eksperymentu było, to, że dzieci spożywały nierównomierną liczbę kalorii w ciągu doby, tygodnia, miesiąca. Jednego dnia zjadały podwójną „normę” kalorii, a innego dnia jej połowę. Raz dzieci jadły objętościowo niewiele (bo wybierały produkty gęste odżywczo jak mięsa, kasze) a innego dnia  zjadały podobną ilość kalorii ale poprzez duże objętości owoców i warzyw.

To ciekawe, bo żaden styl odżywiania widoczny u małych podopiecznych nie odowiadał normom odżywiania opracowanym przez instutut pediatrii dla określonego wieku i żadna dieta nie przypominala innej. Dzieci jadły po prostu bardzo różnie. Maluchy miały gdzieś wszystke normy żywieniowe – nie znały ich przecież. Jadły duszoną watrobę i popijały ją mlekiem a na noc zjadały np. dwa jajka na twardo. Kładły plaster banana na ziemniaku i z zadowoleniem to zjadały.

Przypomina mi to etap eksperymentowania w jedzeniu intuicynym, gdzie próbujemy zapomnieć o wszystkich zasadach związanych z porami posiłków, rodzajem posiłków jakie są dozwolone a jakie nie, połączeń między nimi… i szukaniem opcji dla siebie.

Drugim ciekawym odkryciem eksperymentu było to, że w porównaniu ze statystyką innych placówek wychowawczych, dzieci mało i rzadko chorowały, nie miały zaparć, biegunek, wymiotów. Infekcje wirusowe przebiegały łagodnie, trwały najwyżej 3 dni. W okresie rekonwalescencji po chorobie dzieci zjadały chętnie sporo świeżego mięsa, mleka i owoców.

Oczywiście dzieci przechodziły regularne, szczegółowe badania medyczne. Ich poziom hemogloiny podniósl się do normy, podobnie do takich norm doszedł poziom wapnia, fosforu. Przybierały na wadze do właściwej wiekowi normy ale jej nie przekraczały. Oczywiście waga dzieci różniła się od siebie – jednak nie było ani niedożywienia czy znacznej niedowagi ani nadwagi, otyłości. Ostatecznie same pomimo różnic w tym co jadły uzyskiwały zbilansowaną dietę. Jeden z lekarzy nazwał tą grupę dzieci w swoim artykule grupą „najzdrowszych fizycznie i behawioralnie przedstawicieli rodzaju ludzkiego” jakich kiedykolwiek widział 🙂

Wyniki te zostaly uzyskane dzięki intuicyjnegu nastawieniu ciała, które mogło wybrać ten rodzaj pożywienia, który w danej chwili był organizmowi potrzebny.

Dzieci oprócz jedzenia nie otrzymywały dodatkowcyh witamin (nawet tranu) i nie stosowano żadnych znanych wtedy sposobów poprawy zdrowia (jak rozgrzewanie czy lampy UV)

Przeprowadzono szereg podobnych doświadczeń dietetycznych. Wykazały one zdolność do samodzielnego regulowania poziomu i rodzaju spożywanego pokarmu.

Zwracasz uwagę na swoja intuicję w jedzeniu?

Może potrafisz sobie przypomnieć, jak przyszła do Ciebie ochota na jakieś konkretne jedzenie i czułaś, że nie jest to przypadkowe? Wiele naszych zachcianek ma związek z biologiczną potrzebą na jakiś składnik. Ostatanio kiedy łapało mnie przeziębienie, obudziałam się w środku nocy, nie mogłam zasnąć i poczułam, że mam wielką ochotę na rosół. Jest to o tyle ciekawe, że nie specjalnie jadam rosół. Następnego dnia go zrobiłam (uwierzysz, że dopiero trzeci raz w życiu :)) i bardzo się nim cieszyłam. Może masz małe dziecko i obserwujesz jego intuicyjne zachcianki? Kiedy moja córeczka była przeziębiona (tak, byłyśmy w tym razem :)) w związku z goraczką naprawdę niewiele chciała jeść, proponowałam jej kilka opcji ale nic nie wzbudzało jej zainteresowania, po dłuższej chwili, gdy zapytałam jeszcze raz co by chciała zjesć – z wyraźnym ożywieniem powiedziała: mandarynkę!

Co Ty teraz najchętniej byś zjadła? 🙂

Jeśli rosół albo mandarynkę to pewnie jest to efekt reakcji na moją opowieść (bodziec) … ale kto wie, może i intuicja.

O mądrości naszych ciał pod kątem żywienia pierwszy raz usłyszałam w podstawówce! Nauczyciel od biologii w pewnym momencie poprosił nas, żebyśmy się nie zastanawiali długo tylko powiedzieli pierwsze co przyjdzie nam jako właściwa odpowiedź na pytanie „co teraz chciał/chciałabyś zjeść”. Nie pamiętam odpowiedzi innych dzieci (no może to, ze ktoś powiedział: snikersa!) ale moją: mandarynkę! 😉

Posiadamy wrodzoną zdolność jedzenia intuicyjnego, z resztą podobnie jak zwierzęta. I jedna i druga wspomniana grupa nie zna się na dietach, wartościach odżywczych i daje sobie radę. Oczywiście ten intuicyjny naturalny mechanizm nie zawsze może działać idealnie. Nie u każdego ma szanse się w pełni rozwinąć. Wiele zależy od środowiska w jakim dorastamy, jakimi przekazami nasiąkamy. Dzieci w eksperymentach miały dostęp do jedzenia a nie do wysokoprzetworzonej „pseudożywności”, która może zakłócać działane naszej intuicji, uzależniać. To spora różnica. Dlatego rozumiem sceptyczne nastawienie „ale jak to, przecież będę chciała tylko to, co niezdrowe”. To skomplikowana kwestia.

Choć nasz wewnętrzny system nie ma aktualizacji związanej z tak ogromną dostępnością jedzenia z jaką się mierzymy (instynktownie reagujemy większą ochotą na sone, sodkie i tłuste – co kiedyś było niezwykle potrzebne) to nie tak łatwo „zepsuć” naszą jedzeniową intuicję. Jak do tych naturalnych mechanizmów dołożymy naszą wiedzę, uważność, popracujemy nad przekonaniami, myślami wszystko zacznie działać  prawidłowo. Badania mówią, że osoby, które są wysoko na skali Jedzenia Intuicyjnego (czyli kierują się odczuciami z ciała a nie zewnętrzymi regułami, porami posiłów) jedzą różnorodniej, mają lepsze wskaźniki zdrowotne, są mniej narażeni na zaburzenia odżywiania, mają niższe BMI…

Jedzenie może być łatwiejsze. Odkręć to co zostało zepsute

Jeśli byłaś na dietach od wielu lat uzbrój się w cierpliwość. Jedzenie intuicyjne to nie jest bezrefleksyjne uleganie wszystkim ochotom, instynktom i zachciankom – Jest programem opartym na stopniowym wprowadzaniu zachowań sprzyjających zdrowiu, na kontakcie z sygnałem głodu i sytości. Pozwala znormalizować zachowania żywieniowe, pozbyć się obsesji jedzeniowych, pozwala rozprawić się z emocjonalnym jedzeniem. Pomaga odkręcić to co rozregulowały nieracjonalne diety i odchudzanie się.

Jeśli chcesz poznać moje spojrzenie na jedzenie intuicyjne – to zapisz się na listę oczekujących na kurs „Wokół Jedzenia”, Otrzymasz najlepszą ofertę! Zostaw swój link TUTAJ

O eksperymencie pierwszy raz przecztałam w ksiażce „moje dziecko nie chce jesć”. Dane do artykułu zaczerpnełam z książki „Intuicyjne Odżywianie” Swietlany Bronnikow

Dołącz do mojego wyzwania #nieodchudzamsiew2020 związanym z projektem#notatkipsychodietetyczki (chcę raz w miesiącu dzielić się za darmo wiedzą dotyczącą szkodliwości szybkich, cudownych diet… i mówić o alternatywnych skutecznych opcjach związanych z dbaniem o sylwetkę) Bo… niby wszyscy wiedzą, że nie ma drogi na skróty itp – a jednak efekt metamorfozy (choćby chwilowej) kusi…oj kusi. Nie odchudzaj się ale postaw na poprawę relacji z jedzeniem!